poniedziałek, 13 czerwca 2011

Lepszy wróbel.....?

Pamiętacie odcinek Sex and the city, w którym Carrie miała okazję kupić podrabiane torebki od przydrożnego pasera? Pomimo, że to, o czym tak bardzo marzyła (a raczej tego namiastka) było na wyciągnięcie ręki, mądra dziewczyna zrezygnowała w ostatniej chwili z zakupu. Dlaczego o tym piszę? Otóż Ci z was, którzy odwiedzają czasami mojego bloga, zauważyli, że na bocznym pasku mam listę rzeczy, które chcę mieć. Od dawna widnieje wśród nich Iconic arty oval ring od Yves Saint Laurenta. Marzę o tym pierścionku już od bardzo dawna ale za każdym razem, kiedy mam już uzbieraną odpowiednią ilość pieniędzy na niego, jest wyprzedany. Ostatnio coraz bardziej zachęca mnie do jego zakupu fakt, że jest on teraz pozłacany. Ale nie o tym miałam pisać. Otóż jakiś czas temu w internecie natknęłam się na kopię tego projektu. Nie żadną inspirację dziełem projektantów ale czystą replikę. Nie jest to wprawdzie podróbka, bo nie widnieje na niej napis ysl, sprzedawca nie reklamuje swojego towaru jako biżuterię od francuskiego domu mody. Niemniej jednak na pierwsze rzut oka ma się wrażenie obcowania właśnie z "TYM" pierścionkiem. Oczywiście nie wspomnę, że cena jest bardzo kusząca. Moja pierwsza myśl na widok tego prawie wymarzonego cudeńka była taka "a co tam przecież to jest to samo", na szczęście w drugim powiewie zastanowienia odezwała się we mnie Carrie. I takiemu zakupowi mówię stanowcze nie! Dlaczego? Dlatego, że jako osoba, która kocha modę, nie mogę dopuścić się zbrodni na niej. Opisywany wyżej pierścionek jest tak charakterystyczny, że od razu przywodzi na myśl markę Yves Saint Laurent. Co z tego jednak, skoro nie jest to YSL? Rozumiem to, że moda masowa czerpie z tej wielkiej i takie inspirowanie się jestem w stanie zaakceptować. Dla mnie z inspiracją mamy do czynienia wówczas, kiedy coś jest jedynie podobne w szczegółach do oryginału, różni się natomiast detalami. W tym przypadku tak nie jest. Kupując rzeczy od projektantów, płacimy nie tylko na materiał i efekt końcowy ich pracy ale także za markę, czyli renomę, na którą pracuje się przez lata. Jeżeli nie stać mnie na oryginał, nie będę zadowalać się substytutami, które nie niosą za sobą żadnej wartości. Albo wszystko albo nic, żadnych wróbli w garści, jeżeli nie mogę mieć gołębia.

Nie chcę tym tekstem nikogo pouczać i obrażać, wyrażam tylko swoją subiektywną opinię i odczucia.

PS: Pisałam to na szybko pod wpływem chwili, więc może być troszkę potarganie i nieskładne.

3 komentarze:

kayaretro pisze...

no właśnie, ja już też nie kupię nic np. na e- torebce i tyle...zawsze wyznawałam zasadę, nie kupowania podróbek, póki nie zgłupiałam i nie zaczęłam kupować torebek w sieci...

GhettoFabulous pisze...

brawo! mam oryginal i za kazdym razem jak na niego patrze, usmiecham sie do siebie :) widzialam podrobki u dziewczyn na innych blogach i powiem szczerze ze nie wygladaja zle, ale tez widac na pierwszy rzut oka ze nie jest to Real Thing. ja zawsze sobie zadaje pytanie:co bym powiedziala designerowi danej torebki/butow/bizu gdyby go spotkala.... (co nie jest niemozliwe :))? Byloby mi wtyd i tyle! pozdrowki

joanna pisze...

bardzo podoba mi się Twoje podejście, które w pełni podzielam :)

ps. kocham Twoje outfity :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...